kot trzymający łapki na laptopie

Dla kogo jest praca zdalna?

Pandemia sprawiła, że wielu z nas zaczęło pracować zdalnie. Pojawiło się setki tekstów dotyczących pracy zdalnej. Przeczytałem ich przynajmniej kilkadziesiąt. Dominującą odpowiedzią na postawione w tytule pytanie było “dla introwertyków”. A ekstrawertycy sobie nie poradzą. Nieprawda.

Moją tezą jest:

PRACA ZDALNA JEST DLA KAŻDEGO!

(ale nie każdy z nas ma warunki do pracy zdalnej)

Rozmawiając o pracy zdalnej ze znajomymi (i nieznajomymi też) częściej słyszałem jednak, że “to nie dla mnie”. Ale drążąc temat przekonywałem się, że nie zawsze chodzi o pracę zdalną jako taką, często o samą otoczkę. Trzymając się cech osobowości jako podziału no to ekstrawertycy twierdzili, że brakuje im kontaktu z ludźmi. Rozumiem to, ale pamiętajmy, że mówimy o pandemii. Utraconych kontaktów z ludźmi w pracy nie dało się rekompensować wieczornym życiem towarzyskim. Nie było knajp, kin, pubów, spacerów, planszówek.  W normalnych czasach po pracy można chłonąć ludzi!

Niezależnie od cech charakteru “to nie dla mnie” mówili ci, którzy mieli dzieci. Dzieci uczyły się z domu. Trzeba było im zorganizować sprzęt i miejsce. Często kosztem miejsca dla siebie. Dzieci nie są też przyzwyczajone do tego, że rodzice są w domu, ale w pracy. Praca zdalna, niespecjalnie u nas popularna, nie istnieje w świadomości dzieci, one uważają, że jak rodzice są w domu to są w domu.

“To nie dla mnie” często było uzasadniane stanowiskiem pracy. Niewygodne krzesło, przy stole w kuchni, tuż obok pracującego zdalnie partnera, który swoimi papierami zawalił 3/4 stołu, bez dużego monitora, tylko mały laptop… No nie, to nie jest coś co lubimy. Ogólnie, nasze mieszkania nie są w ogóle przystosowane do pracy zdalnej. I nawet nie chodzi mi o to teraz, że są małe. To oczywiście też jest problem, bo w sytuacji idealnej to wydzielony gabinet robiłby robotę, ale nie planujemy miejsca pracy w mieszkaniu przy meblowaniu i urządzaniu. Nie robimy kącika na komputer. Jeden z moich znajomych kupił sobie taki niewielki, składany stolik komputerowy. Zainwestował też w monitor. Normalnie te sprzęty stoją gdzieś schowane za szafą, na czas pracy rozstawia je i ma relatywnie wygodne stanowisko pracy.

“To nie dla mnie” nierzadko padało w sytuacji, kiedy pracodawca jest zupełnie nieprzygotowany na taką pracę. Jeśli firma opiera się na papierze, wszystkie dokumenty są w obiegu papierowym no to jasne, że praca zdalna staje się problemem. Jeśli nie ma żadnych narzędzi komunikacji, nie ma dysków sieciowych, nie ma procedur… no to jest ciężko. Nie da się pracować w domu jeśli do pracy konieczna jest szafa z segregatorami, która stoi w biurze.

Pandemiczne przejście na pracę zdalną było też podszyte strachem i niepewnością. Baliśmy się o bliskich i o siebie. Baliśmy się o pracę. Baliśmy się co będzie. To się źle kojarzy.

A jeśli wy też uważacie, że “to nie dla mnie” to zastanówcie się czy nie wynika to właśnie z powyższych rzeczy. Ja rozumiem, że przyzwyczajenie też wchodzi w grę, ale czy nie byłoby fajnie raz na jakiś czas – tak jak to wdrażają niektóre firmy – popracować w domu, ale będąc samemu, mając nieźle dostosowane stanowisko pracy, mając dostęp do firmowych narzędzi i aplikacji, mając możliwość wygodnego komunikowania się ze współpracownikami. Nie przydałby się taki dzień? No właśnie. Stąd moja teza, że większość z nas poradziłaby sobie na pracy zdalnej, gdyby miała odpowiednie warunki. Jasne, nie wszyscy. Dla jakiejś części z nas to wciąż będzie “to nie dla mnie”.

Ja, z pozycji silnego introwertyka mającego swój kącik, biurko, dwa monitory, krzesło biurowe… życzyłbym sobie możliwości pracowania z domu (tym bardziej, że mój zakres obowiązków spokojnie na to pozwala).

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *